Rozdział 4: "Handlarze niewolników"
Usłyszała szelest. Jej oczy natychmiastowo się otworzyły. O dziwo było już ciemno chodź jej się wydawało jakby dopiero co usiadła aby odpocząć. No nie.. musiała zasnąć. Jak mogła sobie na to pozwolić? Znowu to samo. Jakby kroki. Tylko z której strony? Szybko i najbardziej bezszelestnie jak tylko potrafiła poderwała się i chwyciła miecz. Ten błysnął lekko w ciemności od jasności księżyca. Kroki wydawały się być coraz bliżej, widziała już cień. Teraz jedynie musiała ujrzeć postać. Jeszcze chwilę.. już prawie wie kto to jest. BAM! Nagle upadła z strasznym bólem głowy. Ktoś musiał ją czymś uderzyć od tył kiedy była zbyt zajęta wyszukiwaniem intruza z przodu. Skarciła się w myślach za swoją głupotę i nieuwagę. Czuła jak zaczyna tracić przytomność. Ostatnimi słowami jakie usłyszała od napastników był kawałek ich rozmowy.
- Sądzisz, że dobrze za nią zapłacą?
- Phi, księżniczką to ona nie jest ale nie można przeczyć, że nie ładna. Nadaje się. Bierz ją.
Później już nic nie czuła. Zemdlała.
Kiedy otworzyła oczy ból głowy nie był tak straszny jak przypuszczała, że będzie. Sama nie wiedziała ile była nie przytomna ale mogła stwierdzić, że było już południe. Leżała na ziemi wśród liści, jeszcze byli w lesie. Zobaczyła trzech mężczyzn z mieczami spacerującymi powoli w zasięgu jej wzroku. Z pewnością pilnują teren. Musieli zrobić sobie postój. Szybko zamknęła oczy aby nie zobaczyli, że jest już przytomna lecz jednak i to się nie powiodło. Jeden z nich zauważył jej otwarte źrenice i uśmiechnął się do niej krzywo.
- Panienka już się obudziła? Hę? Trochę długo byłaś nie przytomna, już myśleliśmy, że nie żyjesz. – powiedział obojętnie podchodząc do dziewczyny.
- Ile byłam nie przytomna? – zapytała cicho.
- Skoro musisz wiedzieć to może z cztery dni. – odpowiedział wzruszając ramionami. Cztery dni?! Nie chciała wcale w to uwierzyć. Może mężczyzna kłamie? Nie mogła przecież tak długo być nie przytomna! Ale jeśli tak.. to gdzie teraz jest? Prawie sześć dni drogi od Omos.. nie była w stanie stwierdzić. Nie wiedziała nawet w jakim kierunku napastnicy podróżowali. Ucieczka może nie będzie należała do trudnych ale.. jak się odnajdzie? Tym bardziej w nocy bo właśnie wtedy planowała oswobodzenie się z pod kontroli handlarzy niewolnikami. Westchnęła cicho. Mężczyzna bez słowa rzucił jej kawałek suchego chleba i w bukłaku kilka łyków wody. Nie mogła odmówić aby zachować twarz. Bez jedzenia i picia by umarła bo przecież nic nie spożywała od czterech dni. Kiedy już zjadła i zaspokoiła pragnienie rozejrzała się dookoła. Nie znała tego miejsca. Las w Omos był charakterystyczny i znała go jak własną kieszeń bo przecież i to praktycznie w nim spędzała całe swoje dzieciństwo, ale ten był zupełnie inny. Na pewno nie byli w jej królestwie. Szanse aby się odnalazła były znikome ale przecież nie mogła pozwolić aby ci ją sprzedali jako niewolnicę. To nie wchodziło w grę.
- To kiedy dotrzemy do celu? –zapytał jeden z nich nawet nie zwracając uwagi na więźnia.
- Jeszcze dziś wieczorem. – odparł drugi. Dziś wieczorem?! Skoro jeszcze dziś trafi do sprzedaży nie mogła dłużej czekać. Ale co mogła zrobić bez przykrywy nocy? Starała się namierzyć swojego konia ale żadnego tu nie było. Czyżby podróżowali pieszo? Świetnie. Wszystko stawało przeciwko jej ucieczce. Wzrokiem również chciała wyśledzić swój miecz ale także nie mogła go dostrzec. Odebranie broni któremuś z przygłupów nie byłoby zbyt trudne. Powoli się podniosła. Od razu mężczyźnie popatrzyli na nią srogo wyciągając miecze. Tak jak przypuszczała. Idioci.
- Muszę się załatwić. Nie sądziliście chyba, że kobiety nie muszą chodzić do toalet? –powiedziała dalej spoglądając na nich.
- Nie ma mowy. Siadaj! – wycedził jeden z nich podchodząc do niej bliżej z wyciągniętym mieczem. Ta jednak nie posłuchała. Dalej stała nie zwracając uwagi na jego rozkaz.
- Powiedziałem coś chyba! – znów użył podniesionego tonu głosu. Teraz już celował w nią swoją bronią. Miecz dotykał praktycznie jej szyji.
~ Co za łatwizna. ~ pomyślała. Nie raz gdy ćwiczyła z rycerzami z Omosu była w gorszych sytuacjach, a wychodziła z nich zwycięsko. Chociaż wtedy nie groziła jej prawdziwa śmierć bo żaden z rycerzy nie zrobił by jej krzywdy. W przeciwieństwie do tych oto handlarzy niewolnikami. Westchnęła cicho i zaczęła powoli się zniżać do pozycji siedzącej ale wcale tego nie uczyniła, zniżyła się do przysiadu i nim ktokolwiek mógł zareagować wyciągnęła prawą nogę i jednym obrotem podcięła napastnika. Miecz wypadł mu z ręki i gdy był jeszcze w powietrzu został przechwycony przez Elizabeth. Mężczyźni byli w szoku. W ogóle nie spodziewali się kontrataku od kobiety. Jeszcze nigdy im się to nie zdarzyło. Ale nie mogli przecież stać i pozwolić jej uciec. Dziewczyna z mieczem czuła się o wiele bezpieczniej. Ona jedna przeciwko czwórce mężczyzn z czego trzech było uzbrojonych. Nawet nie poczuła strachu. Ale czy powinna teraz walczyć? Może lepiej by było się zmyć? A jeśli zostanie ranna? Nie dokończyła myśleć bo jeden z nich się na nią rzucił. Jednym ruchem miecza odparła jego atak i powaliła go na ziemię. Tak samo było w przypadku kolejnego mężczyzny. Czy oni niczego się nie uczą? Jednak trzeci stał w miejscu nie spuszczając jej z oczu. Wydawał się być tu liderem. Zacisnęła mocniej dłoń na rączce miecza i powoli zaczęła podchodzić do mężczyzny. Zaatakował ją ostrożnie i rozważnie. Praktycznie z gracją, jak prawdziwy rycerz. Nie łatwo było jej uniknąć ataku bo napastnik był szybki i uzdolniony w walce na miecze, nie to co tamci idioci. Teraz ona zaatakowała. Chciała uderzyć mieczem prosto w serce, aby je przebić ale agresor zdążył w porę odeprzeć jej nieudolną próbę zabicia go. Przez chwilę w lesie słychać było jedynie brzęki stali obijających się o siebie oraz szelest liści po których wojownicy stąpali. Elizabeth nie mogła tak walczyć z nim w nieskończoność bo to byłoby głupotą. Musiała się stąd wydostać jak najszybciej więc zdecydowała wyciągnąć swój as. Mało kto wiedział, że specjalizowała się właśnie w podcinaniu przeciwników i dobijaniu ich gdy już leżeli na ziemi więc i to zamierzała uczynić i z nim. Gdy ten zamachnął na nią mieczem ona udawała, że unika ataku, a w prawdzie rzeczy zamachnęła nogę i kopnęła z całej siły w jego zgięcie w kolanie. Od razu padł i gdy już chciała go dobić usłyszała za sobą szelest liści. To pewnie jego towarzysze! Nie przypuszczała, że mogłoby być ich więcej. Odskoczyła szybko na prawo ale poczuła jak stal przedziera się przez jej ubranie i rozcina jej biodro. Ból był okropny tym bardziej, że dziewczyna nie była w ogóle do niego przyzwyczajona. Zwykle nie zostawała ranna od miecza. Złapała się za ranę jedną dłonią. Obróciła się najszybciej jak umiała i wycelowała drugą, z mieczem w kolejnych handlarzy niewolnikami. Prawie pisnęła gdy zobaczyła kolejną czwórkę mężczyzn lecz ci byli o wiele bardziej umięśnieni i wysportowani. Wyglądali na dość strasznie, nie to co tamta czwórka. Nie mogła z nimi walczyć, nie gdy ból w biodrze wręcz zalewał całe jej ciało. Nie sądziła, że zadrapanie może być aż tak bolesne i.. męczące. Trucizna! Jego miecz na pewno był przesączony jakąś trucizną, dlatego robi jej się słabo. Przeklęła się w myślach puszczając ranę. Jej dłoń była teraz zakrwawiona ale nawet nie zwróciła na to uwagi. Nowi czekali chyba aż zemdleje ale nie z nią takie numery. Odwróciła się na pięcie i zaczęła uciekać najszybciej jak tylko jej nogi jej pozwalały. Od razu usłyszała za sobą kolejne odgłosu nóg. Ruszyli w pogoń za nią. Nie ma już szans. Czuje się coraz bardziej zmęczona. Coraz wolniej zaczynała biec, a w oddali nie było widać nic innego niż drzewa. Zwolniła tępo. Wiedziała, że nie ucieknie więc jedynym rozwiązaniem było zabicie tych przeklętych handlarzy niewolnikami. W szczególności zależało jej na uśmierceniu tego jednego, łysego, który odważył się ją zaatakować od tył! Co za brak szacunku, co za hańba! Gdy odwróciła się zobaczyła zaledwie kilka kroków dalej swój cel. Był sam. Chyba sądził, że zdoła ją pokonać w pojedynkę. W sumie to ona też by tak pomyślała, w końcu jego przeciwnik był otruty i bez siły. Nie mogła myśleć negatywnie. Musiała uwierzyć, że da radę. Da radę. Wycelowała mieczem w mężczyznę który zaczął uśmiechać się krzywo. Już chciał ją zaatakować, a ta się bronić gdy ktoś wyskoczył przeciwko jej i odparł atak agresora. Dziewczyna ledwo co zdążyła zareagować, a handlarz niewolnikami już leżał na ziemi krzywiąc się okropnie.
- No, całkiem szybko ci poszło. Nawet z koni nie musieliśmy schodzić. – usłyszała głos. Odwróciła głowę i ujrzała sześć ujeżdżanych koni rycerzy (chodź jeden z nich wcale na takiego nie wyglądał, może to sługa?) z czego był jeszcze jeden należący do rycerza który ocalił jej życie.
- Panie! Proszę, nie. Daruj mi. – krzyknął leżący w dalszym ciągu na ziemi mężczyzna.
- Zawieziemy cię prosto do zamku gdzie zostaniesz uwięziony i stracony za swoje postępki. Handel niewolnikami jest rygorystycznie zabroniony w Camelot. – odpowiedział blondyn przenosząc wzrok na dziewczynę.
- Coś ty sobie myślał ty ośli łbie?! – wypaliła ledwo co mówiąc.W tym momencie sługa roześmiał się wesoło. Rycerz, który ocalił jej żywot był zdziwiony jej postawą zresztą tak jak reszta. A więc jest w Camelot. To dobre kilka dni od jej rodzinnego królestwa.
- Nie rozumiem o co..
- To ja miałam go pokonać. Ta szumowina bez honoru porwała mnie i odurzyła – podeszła do chłopaka chwiejnym krokiem. Reszta rycerzy zeszła z koni podchodząc do nich szybko z wyciągniętymi mieczami (prócz jednego który takowego nie miał, to na pewno sługa). Ale ten zaśmiał się wesoło spoglądając na towarzyszy.
- W porządku. – powiedział, a Ci schowali swoje miecze do pokrowców. Nagle straciła równowagę i zaczynała opadać. W porę blondyn który ją uratował przed śmiercią uchronił ją też przed upadkiem, łapiąc ją w porę. Ból w biodrze był teraz tak nie znośny, że musiała aż krzyknąć. Dopiero teraz najwyraźniej rycerze Camelotu zobaczyli, że jest ranna.
- Musimy zawieść ją do Gaiusa. – odezwał się przejęty sługa.
- Merlinie, pomóż mi ją wsadzić na mojego konia. Gwaine, zbierz rycerzy i rusz w poszukiwaniu reszty. Śladu stóp wskazują, że przyszli stamtąd. Zajmijcie się tym.– odezwał się jej bohater. Chwilę później poczuła jak ktoś ją podnosi lecz dalszej rozmowy już nie zdołała uchwycić gdyż straciła przytomność. Po raz kolejny. Ona to ma szczęście.
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział 4
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)