Rozdział 1 - "Nienawidzę cię"
Elizabeth Pevensie zauważyła, że ludzie z niższych rang
społecznych zwykle nie są tak ponurzy czy smutni. Chodź nie mieli wiele byli
szczęśliwymi ludźmi bo wiedzieli, że mają na kim polegać, a miłość bliskich im
wystarczyła. Ona, chodź była księżniczką wielkiego mocarstwa Omos jakoś nigdy
nie potrafiła się poczuć szczęśliwie. Można by powiedzieć, że jej życie było usłane różami i chodź
wszyscy mogliby pomyśleć, że ma wszystko ona w sercu czuła, że tak naprawdę nie
ma niczego. Jej ojciec – król Neopol Pevensie I nie należał do zatroskanych osób. Nie
wyrażał dla niej jakiś szczególnych emocji. Owszem, okazywał czasem zmartwienie gdy coś poważniejszego jej dolegało ale dziewczyna nigdy nie odczuła jego rodzicielskiej miłości. Za to przypuszczała, że jej ojciec wolałby mieć syna, który mógłby go zastąpić gonie na tronie. Była praktycznie pewna, że gdyby jej matka, królowa Shawana Pevensie, nie zmarła kilka dni po porodzie przez zarazę, chciałby mieć jeszcze jedno dziecko tylko, że syna. Dziewczyna zdołała odczuć brak matki w wielu sytuacjach swojego życia. Nie dość, że nigdy jej nie
widziała to nie wiedząc dlaczego nieco obwiniała się o jej zgon. Czuła jednak, że ojciec
musiał ją naprawdę mocno kochać gdyż nigdy później nie miał żadnej kobiety. I mimo, że już od swoich narodzin była
księżniczką co najmniej do 22 roku życia
ojciec wcale ją tak nie traktował. Wyruszał z nią na polowania, uczył taktyk militarnych, walki na
miecze oraz w ręcz. Jednak to się zmieniło się to z pewną propozycją. Król August III zaproponował sojusz królestwu Omos między Merliee. Traktat jednak miał być zawarty najważniejszym i najsilniejszym pokojowym paktem i miało to być małżeństwo jego syna, księcia Muriela z piękną Elizabeth Pevensie. Chodź król z początku nie był do tego przekonany zmienił zdanie gdy zobaczył jak wiele zyskałby Omos po przystaniu na propozycję. Nakazał wezwać do siebie swoją córkę aby uświadomić jej fakt, że zaraz rozpoczną się przygotowania do jej ślubu. Gdy dziewczyna przybyła do sali tronowej przyjrzał się jej
uważnie. Od razu spojrzał na córkę nie jako na chłopczyce, ale prawdziwą
kobietę. Była piękna i tak bardzo podobna do jego żony. Długie, ciemno brązowe,
kręcone włosy aż do pasa, przenikliwe czekoladowe oczy, zmysłowe usta które
gdy się uśmiechały ukazywały rząd śnieżnobiałych zębów. Dziewczyna była odziana w długą zieloną
suknię podkreślającą biust. Nie wyglądała na zadowoloną z powodu przybycia na spotkanie z ojcem.
- O co chodzi ojcze? Nie rozumiem czemu mnie teraz wezwałeś. Czyżby coś się stało? – zapytała dziewczyna nieco podenerwowana. Nikt nie wiedział, że jeszcze pół godziny temu obściskiwała się z jednym z rycerzy jej ojca. Sir Blake był najmłodszym, a zarazem najzabawniejszym rycerzem w gwardii Omos. Miał zaledwie 21 lat, a zdobył wielkie zaufanie nie tylko króla, kompanów czy mieszkańców ale także samej księżniczki. Od zawsze się przyjaźnili ale dopiero nie dawno chłopak przełamał lody i wyznał co naprawdę skrywa w swoim sercu. Chodź dziewczyna nigdy nie wiedziała za bardzo jak jest kochać przystała na jego wyznanie. Jednak wcale nie byli parą, dziewczyna najzwyczajniej bała się tego słowa, a tematu unikała jak ognia. Rycerz był wspaniałomyślny i nie nękał jej zadawaniem pytań typu „Co do mnie czujesz?” czy „Jesteśmy razem?” gdyż ona po prostu musiała wszystko przemyśleć. Spotykali się chętnie w jej sypialni czy w innych zakamarkach zamku gdzie nikogo nie było i spędzali razem czas całując się, przytulając i rozmawiając błogo. Elizabeth naprawdę lubiła ich spotkania lecz wiedziała, że gdyby ktoś się o nich dowiedział ojciec nakazałby ściąć Blakeowi głowę, a ją zamknąłby w jej komnacie przez długi, długi okres czasu.
- Wyglądasz dziś pięknie. – przyznał po czym wstał z tronu robiąc kilka kroków w jej stronę. Uśmiech nie schodził mu z twarzy dlatego dziewczyna była jeszcze bardziej zdziwiona. – Tak czy inaczej.. wezwałem cię aby powiadomić cię o tym, że już pojutrze będziemy mieć w Omosie bardzo ważnych gości. – podszedł jeszcze trochę tak, że córkę miał na wyciągnięcie ręki.
- Doprawdy? Więc kto do nas przyjedzie i w jakim celu? – zapytała spoglądając ukradkiem na sir Blake’a. Cały czas się uśmiechał w jej stronę co sprawiało, że dziewczyna była jeszcze bardziej skołowana. Jak miała rozmawiać o poważnych rzeczach gdy on wysyłał jej te swoje zalotne uśmiechy. Nie żeby miała coś przeciwko.. ale jednak to nie było dobre miejsce ani czas. Posłała mu nieco mroźne spojrzenie ale nie mogła go utrzymać długo i po kilku sekundach znów rozbawienie „wpadło” w jej źrenice.
- Nie uwierzysz ale będzie to król August wraz ze swoim synem. Pamiętasz księcia Muriela, prawda? Spotkaliście się już kiedyś.
- Tak, przypominam sobie. – odparła dziewczyna. Pamiętała ich spotkanie bardzo dokładnie chodź odbyło się ono kilka lat temu. Książę Muriel był naprawdę przystojny i miał perfekcyjne maniery ale w ogóle nie potrafił się bawić. Wolałby przesiedzieć cały dzień nad papierami niż ten czas poświęcić na nią podczas jakiegoś miłego pikniku czy choćby polowaniu. Tydzień który razem spędzili, a raczej nie spędzili ponieważ książę Muriel praktycznie cały czas siedział w zamku rozmawiając z księgowymi królestwa na temat „jak synchronizują swoje raporty?” i zachwycał się sposobami jakie się stosuje w tym temacie w Omosie, w czasie gdy ona używała życia wraz z Blakiem na polowaniach, piknikach i obiadach które o ironio były przygotowane dla niej i dla Księcia Poważniachy, wspominała miło.. tylko, że w chwilach bez jego towarzystwa.
- To wspaniale, że pamiętasz wasze pierwsze spotkanie. To ważne aby mieć w głowie chwile spotkania swojego przyszłego męża. – powiedział po chwili odchodząc kilka kroków od córki. - Ach, jesteś już taka dorosła. – dodał po chwili gdy dziewczyna nic nie odpowiedziała. Elizabeth była w kompletnym szoku i Blake z resztą także. Nie mogła uwierzyć, że ojciec za jej plecami przygotowywał dla niej pakty małżeńskie. Przez chwilę nie była wstanie wydusić słowa bo złość, panika i wiele innych emocji jakby zablokowało jej gardło. Wzięła kilka głębokich oddechów zastanawiając się w jak wielką awanturę przerodzi się to spotkanie ale nie mogła zignorować planów ojca. Nie chciała wychodzić za mąż! A na pewno nie za tak nudną osobę!
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś! – krzyknęła, a jej głos rozniósł się po całej sali tronowej. Król z początku nie wiedział o co jej chodzi lecz gdy to zrozumiał posłał jej nieco srogą minę. W sali znajdowała się cała dwudziestka najlepszych rycerzy Omosu i nie mógł się przecież przy nich zbłaźnić pozwalając Elizabeth tak do siebie mówić. Jako król musi być stanowczy nie tylko do podwładnych ale również do swojej własnej córki.
- Chciałam jak najbardziej uwierzyć, że ci zależy na moim szczęściu... ale ojcze! Na każdym kroku przekonuje się, że jest inaczej! Bo niby co to ma być? Jak długo planowałeś moje małżeństwo z tym poważnym gogusiem, co?! – dodała, a jej oczy się zaszkliły. Ból zżerał ją od środka. Wiedziała, że to wszystko dla dobra królestwa ale cholera no, mógł jej chociaż powiedzieć. Zapytać się co o tym myśli a nie oznajmić, że resztę swojego życia spędzi w obcym króleswie razem z księciem którego nie kocha.. phi.. nawet go nie lubi!
- Nie takim tonem Elizabeth! – odpowiedział nie spuszczając dziewczyny z oczu. – Nie powinnaś się tak unosić! Twoim obowiązkiem jako księżniczki jest wyjść za porządnego księcia pewnego dobrego królestwa aby Omos mógł zawrzeć jakiś dobry małżeński pakt!
- To nie jest coś co każda księżniczka musi robić i myślałam, że to zrozumiesz! Ojcze wychowywałeś mnie praktycznie przez całe 22 lata jak rycerza ucząc walki, honoru, odwagi, nie poddawania się, dążenia do wszystkiego za wszelką cenę, a teraz naprawdę oczekujesz, że stanę się żoną Muriela bo to mój obowiązek? – teraz wypowiedziała to cichszym tonem krzyczącym niż wcześniej ale można było usłyszeć w jej głosie znacznie więcej wyrzutu.
- Gdyby twoja matka tu była zgodziłaby się ze mną, że… - usta dziewczyny zadrżały. Nie często wspominał o jej matce, a teraz wykorzystywał ten temat w taki sposób? Co za podły człowiek.
- Ale jej nie ma. I nie będzie. – powiedziała spokojniejszym głosem. – A nawet jeśli.. czy naprawdę byłaby tak podłą osobą aby zmusić swoje dziecko do ślubu wbrew jego woli? Moja matka naprawdę była taka.. taka… - nie dokończyła nie mogąc znaleźć słowa godnego opisania takiej osoby.
- Twoja matka była dobrym człowiekiem! – wtrącił się szybko Król patrząc jeszcze srożej na córkę niż wcześniej.
- A więc nie zrobiła by tego co ty chcesz mi teraz zrobić! – wzięła kilka głębokich wdechów i spojrzała w stronę rycerzy. Widać było, że każdy z nich czuł się nieco niekomfortowo uczestnicząc w kłótni rodziny królewskiej ale nie dało się ukryć, że niektórzy byli całkiem zainteresowani ową sprawą. Jej wzrok przeleciał po twarzach mężczyzn i zatrzymał się na tak dobrze jej znanej twarzy sir Blake’a. Nie patrzył na nią. Jego szare oczy były wlepione w posadzkę. Domyślała się jak on musiał się czuć w takiej chwili. Miała ochotę do niego podejść i go przytulić ale była w pełni świadoma tego, że nie może. Dla dobra jego, a nawet samej sienie – po prostu nie mogła i to ją zabijało.
- Wyjdziesz za Księcia Muriela czy tego chcesz czy nie. Nie chcę słyszeć już żadnych sprzeciwów. Pójdziesz do ołtarza i to w pełni szczęśliwa bo jak nie wierz mi, pożałujesz tego bardzo dokładnie. – powiedział po chwili król. Nie krzyczał. Powaga i spokój w jego głosie aż uderzyło ją w twarz. Już nie wiedziała co jeszcze może powiedzieć aby do ślubu nie doszło. Co jeszcze mogła zrobić? Jak długo będzie musiała go przekonywać? Cichy głosik w jej głowie wyraźnie powiedział to co wiedziała już od samego początku, gdy dowiedziała się o jej przyszłym ślubie z księciem Murielem.
~ Jestem na przegranej pozycji. ~ pomyślała i zamknęła na chwilę swoje powieki. Czuła tak straszny żal do ojca, że nie była w stanie nawet tego opisać. Powoli otworzyła oczy biorąc kilka wdechów. Spojrzała ojcu prosto w oczy i wykrzywiła twarz w grymasie, a łzy z którymi tak długo się siłowała wygrały i bezwładnie popłynęły po jej policzkach.
- Jestem pewna, że gdyby urodził ci się syn nigdy byś tak nie postąpił! Nienawidzisz mnie i obwiniasz o śmierć matki, dlatego to robisz! Przez całe życie chodź nic nie mówiłeś było to dla mnie tak oczywiste! Chodź nosisz koronę jesteś nieszczęśliwym, starym człowiekiem i chcesz pociągnąć mnie za sobą, ale ja ci nie pozwolę, ojcze. – powiedziała. Dopiero gdy skończyła przemowę poczuła, że jednak nie potrzebnie to mówiła. Serce zabiło jej szybciej. Nie wiedziała co teraz zrobić. Co prawda poczuła się lepiej wygarniając mu to wszystko co siedziało jej tak długo w sercu ale czy aby na pewno dobrała dobre słowa? Nie były zbyt ostre? Jednak nie mogła się powstrzymać od wypowiedzenia jeszcze dwóch słów które pospiesznie chciały uciec z jej ust.
- Nienawidzę cię. – wymamrotała cicho ale jej głos było idealnie obszedł całą salę tronową. Po tych słowach obróciła się szybko i już nawet nie chciała patrzeć na tak bardzo zawiedzioną minę jej ojca. Nie wiedziała jedynie czy zawiodła go przez odmowę do małżeństwa czy tak nieczułe słowa w stosunku do niego.Szybkim krokiem wyszła z sali tronowej i skierowała się do swojej komnaty aby pomyśleć nad rozwiązaniem tej chorej sytuacji.
- O co chodzi ojcze? Nie rozumiem czemu mnie teraz wezwałeś. Czyżby coś się stało? – zapytała dziewczyna nieco podenerwowana. Nikt nie wiedział, że jeszcze pół godziny temu obściskiwała się z jednym z rycerzy jej ojca. Sir Blake był najmłodszym, a zarazem najzabawniejszym rycerzem w gwardii Omos. Miał zaledwie 21 lat, a zdobył wielkie zaufanie nie tylko króla, kompanów czy mieszkańców ale także samej księżniczki. Od zawsze się przyjaźnili ale dopiero nie dawno chłopak przełamał lody i wyznał co naprawdę skrywa w swoim sercu. Chodź dziewczyna nigdy nie wiedziała za bardzo jak jest kochać przystała na jego wyznanie. Jednak wcale nie byli parą, dziewczyna najzwyczajniej bała się tego słowa, a tematu unikała jak ognia. Rycerz był wspaniałomyślny i nie nękał jej zadawaniem pytań typu „Co do mnie czujesz?” czy „Jesteśmy razem?” gdyż ona po prostu musiała wszystko przemyśleć. Spotykali się chętnie w jej sypialni czy w innych zakamarkach zamku gdzie nikogo nie było i spędzali razem czas całując się, przytulając i rozmawiając błogo. Elizabeth naprawdę lubiła ich spotkania lecz wiedziała, że gdyby ktoś się o nich dowiedział ojciec nakazałby ściąć Blakeowi głowę, a ją zamknąłby w jej komnacie przez długi, długi okres czasu.
- Wyglądasz dziś pięknie. – przyznał po czym wstał z tronu robiąc kilka kroków w jej stronę. Uśmiech nie schodził mu z twarzy dlatego dziewczyna była jeszcze bardziej zdziwiona. – Tak czy inaczej.. wezwałem cię aby powiadomić cię o tym, że już pojutrze będziemy mieć w Omosie bardzo ważnych gości. – podszedł jeszcze trochę tak, że córkę miał na wyciągnięcie ręki.
- Doprawdy? Więc kto do nas przyjedzie i w jakim celu? – zapytała spoglądając ukradkiem na sir Blake’a. Cały czas się uśmiechał w jej stronę co sprawiało, że dziewczyna była jeszcze bardziej skołowana. Jak miała rozmawiać o poważnych rzeczach gdy on wysyłał jej te swoje zalotne uśmiechy. Nie żeby miała coś przeciwko.. ale jednak to nie było dobre miejsce ani czas. Posłała mu nieco mroźne spojrzenie ale nie mogła go utrzymać długo i po kilku sekundach znów rozbawienie „wpadło” w jej źrenice.
- Nie uwierzysz ale będzie to król August wraz ze swoim synem. Pamiętasz księcia Muriela, prawda? Spotkaliście się już kiedyś.
- Tak, przypominam sobie. – odparła dziewczyna. Pamiętała ich spotkanie bardzo dokładnie chodź odbyło się ono kilka lat temu. Książę Muriel był naprawdę przystojny i miał perfekcyjne maniery ale w ogóle nie potrafił się bawić. Wolałby przesiedzieć cały dzień nad papierami niż ten czas poświęcić na nią podczas jakiegoś miłego pikniku czy choćby polowaniu. Tydzień który razem spędzili, a raczej nie spędzili ponieważ książę Muriel praktycznie cały czas siedział w zamku rozmawiając z księgowymi królestwa na temat „jak synchronizują swoje raporty?” i zachwycał się sposobami jakie się stosuje w tym temacie w Omosie, w czasie gdy ona używała życia wraz z Blakiem na polowaniach, piknikach i obiadach które o ironio były przygotowane dla niej i dla Księcia Poważniachy, wspominała miło.. tylko, że w chwilach bez jego towarzystwa.
- To wspaniale, że pamiętasz wasze pierwsze spotkanie. To ważne aby mieć w głowie chwile spotkania swojego przyszłego męża. – powiedział po chwili odchodząc kilka kroków od córki. - Ach, jesteś już taka dorosła. – dodał po chwili gdy dziewczyna nic nie odpowiedziała. Elizabeth była w kompletnym szoku i Blake z resztą także. Nie mogła uwierzyć, że ojciec za jej plecami przygotowywał dla niej pakty małżeńskie. Przez chwilę nie była wstanie wydusić słowa bo złość, panika i wiele innych emocji jakby zablokowało jej gardło. Wzięła kilka głębokich oddechów zastanawiając się w jak wielką awanturę przerodzi się to spotkanie ale nie mogła zignorować planów ojca. Nie chciała wychodzić za mąż! A na pewno nie za tak nudną osobę!
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś! – krzyknęła, a jej głos rozniósł się po całej sali tronowej. Król z początku nie wiedział o co jej chodzi lecz gdy to zrozumiał posłał jej nieco srogą minę. W sali znajdowała się cała dwudziestka najlepszych rycerzy Omosu i nie mógł się przecież przy nich zbłaźnić pozwalając Elizabeth tak do siebie mówić. Jako król musi być stanowczy nie tylko do podwładnych ale również do swojej własnej córki.
- Chciałam jak najbardziej uwierzyć, że ci zależy na moim szczęściu... ale ojcze! Na każdym kroku przekonuje się, że jest inaczej! Bo niby co to ma być? Jak długo planowałeś moje małżeństwo z tym poważnym gogusiem, co?! – dodała, a jej oczy się zaszkliły. Ból zżerał ją od środka. Wiedziała, że to wszystko dla dobra królestwa ale cholera no, mógł jej chociaż powiedzieć. Zapytać się co o tym myśli a nie oznajmić, że resztę swojego życia spędzi w obcym króleswie razem z księciem którego nie kocha.. phi.. nawet go nie lubi!
- Nie takim tonem Elizabeth! – odpowiedział nie spuszczając dziewczyny z oczu. – Nie powinnaś się tak unosić! Twoim obowiązkiem jako księżniczki jest wyjść za porządnego księcia pewnego dobrego królestwa aby Omos mógł zawrzeć jakiś dobry małżeński pakt!
- To nie jest coś co każda księżniczka musi robić i myślałam, że to zrozumiesz! Ojcze wychowywałeś mnie praktycznie przez całe 22 lata jak rycerza ucząc walki, honoru, odwagi, nie poddawania się, dążenia do wszystkiego za wszelką cenę, a teraz naprawdę oczekujesz, że stanę się żoną Muriela bo to mój obowiązek? – teraz wypowiedziała to cichszym tonem krzyczącym niż wcześniej ale można było usłyszeć w jej głosie znacznie więcej wyrzutu.
- Gdyby twoja matka tu była zgodziłaby się ze mną, że… - usta dziewczyny zadrżały. Nie często wspominał o jej matce, a teraz wykorzystywał ten temat w taki sposób? Co za podły człowiek.
- Ale jej nie ma. I nie będzie. – powiedziała spokojniejszym głosem. – A nawet jeśli.. czy naprawdę byłaby tak podłą osobą aby zmusić swoje dziecko do ślubu wbrew jego woli? Moja matka naprawdę była taka.. taka… - nie dokończyła nie mogąc znaleźć słowa godnego opisania takiej osoby.
- Twoja matka była dobrym człowiekiem! – wtrącił się szybko Król patrząc jeszcze srożej na córkę niż wcześniej.
- A więc nie zrobiła by tego co ty chcesz mi teraz zrobić! – wzięła kilka głębokich wdechów i spojrzała w stronę rycerzy. Widać było, że każdy z nich czuł się nieco niekomfortowo uczestnicząc w kłótni rodziny królewskiej ale nie dało się ukryć, że niektórzy byli całkiem zainteresowani ową sprawą. Jej wzrok przeleciał po twarzach mężczyzn i zatrzymał się na tak dobrze jej znanej twarzy sir Blake’a. Nie patrzył na nią. Jego szare oczy były wlepione w posadzkę. Domyślała się jak on musiał się czuć w takiej chwili. Miała ochotę do niego podejść i go przytulić ale była w pełni świadoma tego, że nie może. Dla dobra jego, a nawet samej sienie – po prostu nie mogła i to ją zabijało.
- Wyjdziesz za Księcia Muriela czy tego chcesz czy nie. Nie chcę słyszeć już żadnych sprzeciwów. Pójdziesz do ołtarza i to w pełni szczęśliwa bo jak nie wierz mi, pożałujesz tego bardzo dokładnie. – powiedział po chwili król. Nie krzyczał. Powaga i spokój w jego głosie aż uderzyło ją w twarz. Już nie wiedziała co jeszcze może powiedzieć aby do ślubu nie doszło. Co jeszcze mogła zrobić? Jak długo będzie musiała go przekonywać? Cichy głosik w jej głowie wyraźnie powiedział to co wiedziała już od samego początku, gdy dowiedziała się o jej przyszłym ślubie z księciem Murielem.
~ Jestem na przegranej pozycji. ~ pomyślała i zamknęła na chwilę swoje powieki. Czuła tak straszny żal do ojca, że nie była w stanie nawet tego opisać. Powoli otworzyła oczy biorąc kilka wdechów. Spojrzała ojcu prosto w oczy i wykrzywiła twarz w grymasie, a łzy z którymi tak długo się siłowała wygrały i bezwładnie popłynęły po jej policzkach.
- Jestem pewna, że gdyby urodził ci się syn nigdy byś tak nie postąpił! Nienawidzisz mnie i obwiniasz o śmierć matki, dlatego to robisz! Przez całe życie chodź nic nie mówiłeś było to dla mnie tak oczywiste! Chodź nosisz koronę jesteś nieszczęśliwym, starym człowiekiem i chcesz pociągnąć mnie za sobą, ale ja ci nie pozwolę, ojcze. – powiedziała. Dopiero gdy skończyła przemowę poczuła, że jednak nie potrzebnie to mówiła. Serce zabiło jej szybciej. Nie wiedziała co teraz zrobić. Co prawda poczuła się lepiej wygarniając mu to wszystko co siedziało jej tak długo w sercu ale czy aby na pewno dobrała dobre słowa? Nie były zbyt ostre? Jednak nie mogła się powstrzymać od wypowiedzenia jeszcze dwóch słów które pospiesznie chciały uciec z jej ust.
- Nienawidzę cię. – wymamrotała cicho ale jej głos było idealnie obszedł całą salę tronową. Po tych słowach obróciła się szybko i już nawet nie chciała patrzeć na tak bardzo zawiedzioną minę jej ojca. Nie wiedziała jedynie czy zawiodła go przez odmowę do małżeństwa czy tak nieczułe słowa w stosunku do niego.Szybkim krokiem wyszła z sali tronowej i skierowała się do swojej komnaty aby pomyśleć nad rozwiązaniem tej chorej sytuacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz