piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 2


Rozdział 2 - "Koniec i początek".

Nie wiedziała co czy też jak zrobić ale była pewna, że nie może zostać w Ker-Paravel. Omos nie było już jej miejscem i teraz zrozumiała to ostatecznie. Wiedziała, że gdy odejdzie będzie lepiej i za nikim nie zatęskni. Tak, to dobry pomysł ale jak opuścić królestwo bez wiedzy strażników? Przystanęła przy drzwiach od swojej komnaty i otworzyła je pewnym ruchem dłoni. Co zrobić aby nie spostrzegli, że jej nie ma? Jak sprawić by mieć choćby i dodatkowe minuty? Z myśli wyrwał ją damski głos.
- Lady Elizabeth. Przygotowałam dla panienki ciepłe ręczniki, a woda taka jaką pani lubi czeka w wannie. Jest pani gotowa do kąpieli? – zapytała jej służąca. Dziewczyna nazywała się Clarie Sampel i była jej służką odkąd tylko sięgała jej pamięć. Za młodu dziewczyny bawiły się razem gdyż jej matka była także jej służką gdy ta była małą księżniczką. Lecz jej matka zmarła, a 14 letnia Clarie przejęła jej obowiązki. Mimo wszystko dobrze się z nią dogadywała i znajdowała w niej wielkie oparcie w trudnych chwilach. Posłała jej uśmiech tak wesoły na jaki było ją tylko ostać lecz jej prawdziwe emocje zostały i tak szybko odgadnięte.
- Tak, dziękuje Clarie. – podeszła do niej i odwróciła się aby ta rozpięła jej sukienkę. Resztę ściągnęła sama i weszła do idealnie gorącej wody. Dziewczyna uwielbiała takie kąpiele w których mogła po porostu nie myśleć o przykrościach tylko odprężyć się i zapomnieć.
- Jak przebiegło spotkanie z sir Blakiem? – zapytała dziewczyna wcierając rumiankowy szampon w włosy księżniczki. Ona była jedyną osobą która znała jej największy sekret i szczerze powiedziawszy odpowiadało jej  to. Nie wiedziała jak bardzo byłoby jej ciężko bez Sampel ale wolała się nawet nie zastanawiać.
- Było całkiem miło. – uśmiechnęła się lekko.
- Czy Lady Elizabeth i Sir Blake? – tu się zacięła i jak przypuszczała księżniczka dziewczyna ugryzła się w język. Nie w porę bo nie w porę ale przynajmniej nie dokończyła.
- Nie, skąd! – odpowiedziała jej po chwili śmiejąc się wesoło.  – Sama nie wiem co czuję do Blake’a, a jeśli nie jestem pewna nigdy bym tego nie zrobiła. Musiałabym wiedzieć.. na pewno. – dodała zgodnie z prawdą. Po jej wyznaniu służąca uśmiechnęła się delikatnie widząc jak bardzo Lady jej ufa. Ulżyło jej też, że za tak odważne pytanie nie została ukarana.
- To bardzo szlachetne, moja Lady. – odpowiedziała szybko zaczynając spłukiwanie włosów.
Nie zajęło dziewczynie długo wytarcie się i ubranie w nocną koszlę. Siedziała już na fotelu czekając do położenia się spać. Wpatrywała się w iskry z kominka gdy nagle myśli o ucieczce wróciły. To szaleństwo! Jeżeli miałaby uciekać musiała by to zrobić jeszcze tej nocy gdyż to już jutro wraz z ojcem przybędą do murów Omos. Nie jest nawet przygotowana ale.. ta chęć, wręcz ta potrzeba ulotnienia się z tego miejsca sięgała tak głęboko jej serca. Spojrzała na Clarie, która poprawiała właśnie poduszkę na jej wielkim łożu. Z myśli wyciągnęło ją pukanie do drzwi, a serce podskoczyło jej do gardła. Poczuła strach. Po tak ostrej przemowie do ojca nie chciała z nim teraz rozmawiać a jakoś czuła, że to on. Nigdy jej nie odwiedzał jednak po dzisiejszym dniu mógł przyjść aby się jej odpłacić za to co powiedziała. Nakrzyczeć, wpakować do lochu bądź bóg wie co. Drżącym głosem zaprosiła gościa do swej komnaty. Ku jej zdziwieniu ale także wielkiej radości do komnat wszedł sir Blake. Nie wyglądał na zadowolonego wręcz można by było powiedzieć, że jest wściekły.
- Blake. – powiedziała i szybko podniosła się z fotela robiąc kilka kroków na przód.
- Elizabeth. – odpowiedział cicho patrząc na nią jak zbity psiak. On również zrobił do nie kilka kroków. Stali tak blisko siebie, że mogli się objąć ale żadne z nich nie poczynił postępów co do tego.
- W sali tronowej.. to co powiedziałaś ojcu było okropne. – powiedział nagle. Tak, on też tak uważał. Zacisnęła zęby aby się nie zacząć krzyczeć. Tak bardzo nie chciała o tym myśleć, a on przyszedł aby jej o tym przypominać i powiedzieć, że mu się to nie podobało? Oh, Blake ty głupku.
- Wiem, przesadziłam ale.. ojciec w ogóle mnie nie rozumie i wcale nie stara się zrozumieć. – powiedziała  cicho. Jakby to w ogóle mogło być wytłumaczeniem jej słów.
- Jemu na tobie naprawdę zależy a ty.. zachowałaś się niemądrze – w jego głosie można było odczuć nutkę wyrzutu co sprawiło, że dziewczynie podskoczyło ciśnienie.
- Od kiedy nagle stajesz po stronie mego ojca? Muszę cię zasmucić, Blake ale się mylisz bo mojemu ojcowi nie zależy na niczym innym niż na królestwie. Powiedz mi czy wyglądał po moich słowach na zasmuconego? Zranionego?  No dalej Blake, słucham.  – wzięła powoli głębszy oddech starając się ukoić nerwy i złość. Nie miała najmniejszej ochoty aby dziś kłócić się jeszcze z nim. Chłopak przez chwilę przyjął minę jakby chciał sobie coś przypomnieć, a potem spojrzał jej w oczy ze lekką skruchą.
- Nie. – wymamrotał. – Był spokojny. – dodał po chwili równie cicho co wcześniej.
- No właśnie. Daje mi to wszystko – rozłożyła ręce na boki wskazując swoją komnatę – tylko dlatego, że jestem jego córką, a tak właściwie dzieckiem kobiety którą kochał. Robi to dla niej, nie dla mnie. On mnie nie kocha, Blake. – powiedziała przecierając dłonią po policzku bo nagle samotna łza ulotniła się z jej oka.
- Nie sądzę aby wziął twoje słowa na poważnie. – powiedział po chwili nie spuszczając dziewczyny z oczu.
- Wziął to bardzo poważnie, uwierz mi. – odpowiedziała mu szybko po czym wyminęła go. Stała teraz odwrócona do niego plecami. Nie wiedziała czy powinna mu powiedzieć o swoich planach. Z pewnością będzie chciał ją powstrzymać przed ucieczką ale on nie rozumie. Ma rodziców którzy go kochają, siostrę która oddałaby mu wszystko i brata który w obronie jego poświęcił by życie. On nigdy jej nie zrozumie więc nie mogła z nim o tym porozmawiać. To nie miało by sensu.
- Sądzę, że powinienieś  już iść Blake. – powiedziała cicho. – Porozmawiam jutro z ojcem jeszcze raz i go przeproszę. – to co powiedziała nie miało się nijak do tego co naprawdę zamieżała zrobić. Rozmowa z oschłym ojcem nie wchodziło w grę tak samo jak zostanie w Omos.
- Dobrze. W takim razie zobaczymy się jutro. – odpowiedział cicho po czym wyminął ją szybko.
- Blake. – przez chwilę wstrzymała oddech nie wiedząc jak się zabrać do wyznania. – Sądzę, że powinniśmy przestać.. się widywać. – gdy tylko szare oczy chłopaka powędrowały na jej twarz, ta spuściła wzrok. Nie poczuła w sercu smutku czy też bólu co ją bardzo zdziwiło. Czyżby jednak nie kochała chłopaka tak jak on kochał ją? Nie zrywałaby z nim gdyby nie planowała ucieczki ale nie sądziła, że przyjdzie jej to aż tak łatwo. Chciała aby chłopak nie myślał o niej gdy ta odejdzie i ułożył sobie życie. Znalazł dziewczynę, która naprawdę na niego zasłuży.
- Elizabeth.. – powiedział po czym przez chwilę w pokoju zapanowała grobowa cisza. Clarie, która dalej znajdowała się w pokoju aż wstrzymała oddech aby jej nie zakłócić.
- Czy.. nie podjęłaś tego zbyt.. – chłopak się jąkał i nie do końca wiedział jak ująć swoje uczucia w słowa.
- Nie, Blake. Nie podjęłam tej decyzji pochopnie, wybacz. Ale.. musisz wiedzieć, że cokolwiek się stanie.. zawsze będzie mi na tobie zleżeć. – starała się uśmiechnąć ale jakoś nie była w stanie. Nie było sensu przeciągać tej rozmowy. Robiło się coraz później a jeśli faktycznie chciała zbiec z Ker-Paravel nie mogła się ociągać.
- Ale nie tak jak mi na tobie. – odpowiedział kiwając lekko głową. Nie wyglądał na jakoś szczególnie zaskoczonego. Dziewczyna podejrzewała, że Blake czuł już od jakiegoś czasu, że nic z tego nie będzie, a jej słowa to udowodniły.
- Przepraszam. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi. –  westchnęła cicho. -  Jak kiedyś. – dodała szybko starając się aby chłopak przypomniał sobie dawne czasy kiedy nie łączyła ich namiętność, a prawdziwa i szczera przyjaźń. Księżniczka wiedziała, że gdyby nie wyznanie rycerza ich romans nigdy by nie miał miejsca.
- Jasne. – wymamrotał. Teraz to on starał się uśmiechnąć ale jego starania nie miały specjalnego rezultatu. Nie mogła już patrzeć na tak załamanego przyjaciela. Łamało to jej serce.
- Blake. Ja.. ja po prostu chcę powiedzieć.. żegnaj. – nie myśląc za wiele podeszła bliżej rycerza i przytuliła go mocno. Wiedziała, że to prawdopodobnie ich ostatnie spotkanie. Była możliwość i to bardzo duża, że już nigdy go nie zobaczy. Czuła pustkę i żal, że straci swojego przyjaciela ale nie potrafiła dłużej już żyć na warunkach jej ojca.
- Tak, Elizbeth. Żegnaj. – powiedział jej do ucha i w końcu odwzajemnił uścisk. Stali tak chwilę po czym chłopak pierwszy się od niej oderwał. Posłał jej smętny uśmiech i już bez następnych, niepotrzebnych słów wyszedł z jej komnaty pozostawiając za sobą smutną atmosferę. Księżniczka patrzyła jeszcze chwilę na drzwi od swego pokoju po czym w końcu się otrząsnęła.
- Clarie, przynieś mi kartkę i pióro. Muszę napisać list. – tak, list z wyjaśnieniami Blake’owi się należał. Powinien znać przyczyny jej opuszczenia Omos. Nie chciała aby przypadkowo się o to obwiniał. Gdy tylko dostała potrzebne rzeczy zaczęła pisać. List nie był specjalnie długi ale zawierał wszystko to co chciała mu powiedzieć. Że co prawda nie darzy go tak gorącym uczuciem, ale mu na nim cholernie zależy. Że nie potrafi już dłużej żyć w królestwie w którym jest zmuszana do ślubu. Że ucieka.. i że już nigdy nie wróci. Przygotowała również specjalną notkę dla ojca w której napisała jedynie jedno zdanie. Przepraszam, nie szukaj mnie. – Elizabeth.
Zapakowała listy w dwie koperty podpisując każdą imieniem odbiorcy i zawołała do siebie służącą.
- Dasz to jutro sir Blakeowi, a to memu ojcu. Tylko się nie pomyl.  – powiedziała szybko wręczając jej dwie szczelnie zamknięte już koperty.
- Wporządku, moja Lady. – odpowiedziała jej dziewczyna kłaniając się lekko. Schowała dwa podarunki do kieszeni fartuszka i ruszyła do drzwi.
- Potrzebujesz Lady czegoś jeszcze? – zapytała cicho.
- Nie.. chociaż. Sama nie wiem czy powinnam cię o to prosić.
- Powiedz tylko Lady, a uczynię o co prosisz.
- Pomóż mi.. w ucieczce z Omosu. – powiedziała nie spuszczając Clarie z oczu. Na jej twarzy malował się strach ale i zszokowanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz