niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 3

Rozdział 3 - "Ucieczka"

Księżniczka nie musiała długo błagać dziewczyny aby jej pomogła bo ta dość chętnie się zgodziła. Doskonale musiała rozumieć ból i cierpienia jakie czuła księżniczka żyjąc na warunkach swego oschłego ojca. Szybko wymyśliła plan przebrania jej za służkę po czym pożyczyła Elizabeth jedną ze swoich sukni i fartuszków. Ona naprawdę nie wyglądała już tak bogato i dostojnie w ubraniach służby.
- Idealnie. – powiedziała uśmiechając się wesoło gdy zobaczyła swoje odbicie. Już prawie nijak nie przypominała księżniczki. Gdyby nie te szlachetne rysy twarzy i te… włosy. To one zdradzały jej prawdziwą tożsamość. Każdy rycerz i wartownik który ją widział rozpozna te piękne, puszyste, delikatne loki które zdobiły jej głowę. To one były jej zgubą.
- Clarie, musisz ściąć me włosy. – wypaliła szybko łapiąc w dłoń nożyczki i wypychając je w ręce dziewczyny.
- Ależ moja Lady! Te włosy są idealne. Powinny być pani dumą ja nie mogę tego uczynić! – odpowiedziała szybko dziewczyna odkładając nożyczki na szafkę.
- Clarie! Nie widzisz, że to one mnie zdradzają? Jeżeli ktoś zobaczy tak dobrze zadbane włosy od razu zrozumie, że to ja i sprawdzi moją tożsamość. Założę się, że niektórzy rycerze podejrzewają moją ucieczkę po mojej kłótni z ojcem więc jeżeli ty tego nie zrobisz to ja je utnę.. tylko krzywo bo nie widzę nic z tył głowy. – służąca aż pisnęła.
- Dobrze, zrobię to. – odpowiedziała znów łapiąc nożyczki w dłoń.
- Zrób to szybko bo nie mamy czasu. Za niedługo wybije pierwsza. – odparła nadstawiając włosy. Jakoś nie było jej ich szkoda. Nigdy szczególnie nie przejmowała się swoim wyglądem.
- Jak krótko mam je ściąć? – zapytała rudowłosa wręcz załamanym tonem.
-  To nie jest ważne, byle by były krótkie. – odpowiedziała zniecierpliwiona księżniczka. Clarie westchnęła głęboko biorąc do ręki ostatni już raz te bujne loki i zamykając przy tym oczy ucięła je tak że zamiast sięgać do łokci ledwo co sięgały księżniczce do ramion. Teraz jej włosy nie wyglądały już tak pięknie jak wcześniej. Praktycznie w ogóle się nie kręciły co spodobało się jej właścicielce, gdyż wcześniejsze loki jej nieco przeszkadzały. Na twarzy Clarie widać było wręcz załamanie. Przez chwilę patrzyła na ścięte włosy które bezwładnie były porozrzucane w okolicach zabiegu po czym w końcu się otrząsnęła.
- Przygotowałaś mi ubranie na zmianę tak jak cię prosiłam? – zapytała szybko strzepując resztki ściętych włosów z ramion.
- Oczywiście. Spakowałam je do torby przypiętej do konia jednego z wieśniaków. To tym zwierzęciem pani ucieknie.
- Mam ukraść jakiemuś  biedakowi konia? – zapytała zniesmaczona pomysłem.
- Ustaliłam do kogo należy i wsunęłam pod drzwi godziwą zapłatę jak za konia który nawet nie jest czystej krwi. Nie może pani przecież pojechać na rumaku z królewskiej stajni, nie ma szans aby to przeszło. Po za tym nie ma czasu na zmianę planu gdyż wszystko co Lady ze sobą zabrać jest już w torbach przypiętych do niego spakowane. Trochę pieniędzy, pożywienia, koc do ogrzania oraz rzecz jasna miecz do obrony. Wszystko jest już gotowe. – wymamrotała szybko rozglądając się po komnacie czy aby o niczym nie zapomniała.
- Dziękuję. – powiedziała przytulając dziewczynę, która momentalnie zaniemówiła zszokowana.
- W mojej komodzie jest kuferek z dość sporą ilością galeonów. Weź je proszę w podzięce za to co uczyniłaś.
- Ależ nie mogłabym pani to jest…
- Proszę. To jedyne co teraz mogę dla ciebie zrobić. Zapewnisz tym sobie i swojej rodzinie godny  dostatek.– odpowiedziała szybko księżniczka klepiąc lekko dziewczynę po ramieniu.
- Dziękuję moja Lady. – odparła służąca zaczynając płakać. Była wzruszona tak wspaniałomyślnym gestem księżniczki ale również dotarło do niej, że już może nigdy jej nie zobaczyć. Mimo że była zawsze tylko służącą nigdy się tak nie czuła bo to właśnie Elizabeth traktowała ją jak przyjaciółkę. A teraz ona odejdzie z Omos. Serce wypełniło jej się smutkiem.
- Nie płacz, moja droga. – powiedziała cicho księżniczka uśmiechając się pocieszająco.
- Pamiętaj aby pod żadnym pozorem nie przyznawać się pomocy jakiej mi dziś udzieliłaś. Gdyby mój ojciec się dowiedział.. uh.. on jest taki oziębły. Kazałby cię… ściąć. Najlepiej w ogóle wypieraj się wszystkiego związanego z tą sprawą. Wręczając mu list powiedz, że zastałaś go na moim łóżku. Chcę mieć pewność, że go odczyta. A, i nie zapomnij o liście dla sir Blake’a. – mówiła pospiesznie ale zrozumiale. Za oknem dalej było ciemno ale widać było, że powoli zaczyna się przejaśniać. Nawet nie wiedziała która godzina jednak nie było czasu aby sprawdzać. Przytuliła ją po raz ostatni po czym już się nie odwracając wyszła z komnaty. Przez pierwsze kilka minut udało jej się wymijać straż jednak później nie było już tak z górki. Zaczepił ją wartownik pytając kim jest. Wytłumaczyła, że tylko służącą która idzie odprowadzić konia księżniczki Elizabeth od stajni. Przygotowała się na taką opcję więc wcześniej tego wieczoru napisała notkę jako córka Króla z pozwoleniem na przepuszczenie jej „służącej” więc nie miała zbytnio wielkich kłopotów z wyminięciem straży. Z Omos również wyjechała niezauważenie. Gdy mijała granice królestwa był już ranek. Wcześniej zrobiła zaledwie dwa postoje aby koń i ona mogli odpocząć chociaż sama tego nie robiła. Chciała jak najszybciej opuścić to królestwo. Jeszcze trochę, a poczuje się bezpiecznie gdzieś daleko od jej rodzinnego państwa.
Po dobrych kolejnych ośmiu godzinach jazdy postanowiła jednak odpocząć przez chwilę. Nie wiedziała dokąd chce zmierzyć, gdzie się osiedlić więc to była dobra chwila aby się zastanowić nad tym. Zsiadła z konia podwijając rękawy. Zdążyła się już przebrać w wygodny stój który nosiła do polowań. Zamiast sukni czy spódnicy miała ciemne spodnie przylegające lekko do jej zgrabnych nóg. Buty wygodne, brązowe, sięgające do połowy łydek i ciemna, fioletowa koszulka z długimi, podwiniętymi rękawami.
Miała jeszcze długi płaszcz z kapturem w torbie którą przygotowała jej Clarie ale było jej teraz zbyt ciepło aby jeszcze w to się odziać. Rozejrzała się dookoła. Las wydawał się być spokojny. Promienie słoneczne przedzierały się przez liście lekko kołysząc się na wiaterku który od czasu do czasu zawiał. Nie mogła by marzyć o lepszej pogodzie. Przywiązała konia do gałęzi po czym sama usiadła opierając się o jedno z drzew. Oczy same jej się zaczęły zamykać, ogarnęła ją senność. Dopiero w tamtej chwili zdała sobie sprawę, że nie śpi już prawie drugi dzień. Starała się walczyć ze zmęczeniem ale nie potrafiła. Chwilę później już spała.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz